Plan awaryjny wprowadzony w życie. Problem zbyt poważny załatwiony odmownie. Kolejny raz.
Się przygotowuje. Piękny bedzie! Kolorowy, ze zdjęciami. No po prostu malinowy!
W temacie zawalenia się rownoległoświatów mogę powiedzieć krótko - zawaliły się, a jeden z nich został zmieciony z powierzchni ziemi. Remedios nie radzi sobie z ustawieniem chociażby części spraw nie cierpiących zwłoki, bo jakoś wszystko przestało mieć znaczenie. Niby są jakieś problemy ale jakoś tak wyglądają jakby oglądane za przydymioną szybą. Niby nie obchodzi mnie to a jednak problem z przyzwyczajeniem się do tej myśli pozostaje głęboki. Zabrakło płaszczyzny, która pozostałaby nienaruszona. Nie ma nic stałego. W krótkim czasie okazało się, że panta rhei jest bardzo namacalnym stwierdzeniem. Popłynęło wszystko i popłynęłam ja.
Droga Ingrid!
Zapuściło Się w jakiś bagnisty teren. Dawno go a nie widziało, a może nawet nigdy? Faktem jest jest grzęźnie jakoś tak niefajnie i kalosze w błocku zostawia i odkryć nie może co to za zapach w powietrzu wyczuwa...
Droga Ingrid!
Się wróciło zmarnotrawione na mymłon rodzinny.
Droga Remedios!
Droga Remedios!
Droga Remedios!
Droga Remedios!
Droga Remedios!
Od wczorajszego popołudnia obchodzę sobie dwa święta.
Droga Remedios!
Się troszkę rozpadło. Znowu. Lodowaty powiew, znaczony milczeniem.
Pracuję sobie nad wydawnictwem. Pracuję – to może za dużo powiedziane. Odwalam czarną robotę: bibliografie, spisy i takie tam, mrówcze sprawy. Odtwórcze i pracochłonne.
W wir służbowych obowiązków rzuciłam się gwałtownie, mimo opinii psychologów, że powrót do pracy po dłuższej nieobecności powinien przebiegać stopniowo, powoli, łagodnie.. Niestety. Zostałam sama na pokładzie. Szefostwo wybyło pourlopować się, jestem więc i szefem i własnym podwładnym. Na nudę zdecydowanie brak czasu.
Droga Remedios!
Droga Remedios!deadline
2008-03-01 21:41:06
Patelnia chwilowo zawisła w bezpiecznym miejscu.
I tylko deadline.
The final countdown.
Remedios odliczająca dni...
folderek
2008-02-24 15:26:17
W poszukiwaniu pretekstów do zrobienia użytku z dyplomatycznej definicji - nareszcie dzisiaj dotarłam do celu.
Znalazłam ten właściwy.
Patrzę w lustro i widzę jakąś bestię obrzydliwą.
A z drugiej strony chęć sprawdzania jak daleko można wetkąć tę szpilkę, żeby nie przebiła aorty wydaje się być taka naturalna.
Chwilowo się przyczaiłam. Tym bardziej, że sprowadziłam na łeb następny problem z którym za moment będę musiała sobie poradzić, bo już zaczyna przybierać poważne rozmiary.
Hm... Zaczynam się rozglądać za wyjściem awaryjnym. Plan numer siedem w pogotowiu. Odpowiednio duży obrus też.
Remedios
Prime Minister
2008-02-22 20:06:48
Z ust fachowca usłyszałam wczoraj o dawaniu szansy. Sobie.
Właśnie naszedł mnie kolejny pomysł w tym temacie. No bo po co ta szansa, skoro - korzystając z zasad dyplomacji - można powiedzieć "spierd..." tak, że ktoś pomyśli, że został wysłany właśnie podróż dookoła świata. Plan się krystalizuje.
Ingrid, Ty wiesz co teraz będzie.
Remedios wysyłająca czołowego działacza na placówkę do Ułan Bator
samica szalonego automobilisty
2008-02-21 23:13:55
Czyżbyś może spodziewała się, że taka mała rzecz nas tak ucieszy? Świadomość, że jak tylko ochota najdzie, możemy teletrasportować się do J. i gdzie kaczki popełniają samobójstwa a samice szalonych rowerzystów podążają, po lesie jest jak miód lejący się z ula. Chciałoby się powiedzieć jeszcze i jeszcze!
Ale co innego można zrobić w sytuacji kiedy tutaj już nic nie pozostało do roboty?
Przekopałam wszystkie gesty i słowa w poszukiwaniu choćby śladu pretekstu do wyprowadzenia rakietu dalekiego zasięg i... Nic! Po prostu nic! To sabotaż jakiś jest! Normalnie agent wrogiej centrali zakradł się do naszych szeregów i usiłuje zamydlić oczy!
Ale przecież nie takie zadania już wykonywałyśmy!
Nie ma pretekstów? Zbyt dobrze zakamuflowany? Załatwimy....
Zasadziłam już kilka mały ziarenek. Podlałam. Nawet lampę włączyłam, żeby cieplutko było.
Kiełkują już, wiesz?
Dam im szansę. Niech jeszcze troszeczkę podrosną
Jakkolwiek byś nie stanęła to i tak dupa z tyłu a patelnia połyskuje niecierpliwie. Remedios wkracza do akcji. Może to nudne, ale przecież trening czyni mistrza...
Remedios
kamikadze?
2008-02-19 11:08:49
Gówno to czy róża? Takie wszystko dzisiaj podobne.
Się jakie jest - samo widzi. Wie, że jak stanie przed głęboką kałużą to na pewno w niej zanurkuje. Teraz też... Puszcza bąbelki popychane przez Drugie Ty, które raz minę męczennicy zrobi a raz wyśmieje.
Się wie, że to ze strachu, bo... wyboru już nie ma.
Chodzi więc dookoła. Rękę nadstawia do kłucia i życie wewnętrzne w telewizorze ogląda.
Współczucia czyżby oczekuje?
Samo boi Się głośniej oddychać...
I jeszcze to nieszczęśliwe szczęście. Tak nagle i nie wiadomo skąd. Za dużo stycznych jak na przypadek. W dodatku w takiej chwili. Rok Się rozpoczął od trzęsienia ziemi. Napięcie rośnie. Żeby tylko skali nie zabrakło...
Remedios wykreślająca dni
Zapomniałam?
2008-02-15 12:01:23
Pierwszy raz w życiu postanowiłam puścić to na luz. Nie, żeby zaraz tam na jakiś żywioł, ale "puszczenie wolno" - jest określeniem jak najbardziej na miejscu. Wiem, uśmiechasz się teraz i kiwasz głową, bo po wczorajszym jakoś trudno w to uwierzyć tak do końca, jednak...
Przyznasz, Moja Droga, że mimo wszelkich zapędów do rozgrzebywania najmniejszego źbła i dzielenia go na mikrocząsteczki, mimo wieloletnich praktyk w tym zakresie... Tym razem się ograniczyłam. Nie wiem jak to zrobiłam. Zapewne obiekt obserwacji ma tutaj zasadnicze znaczenie, jednak znając mnie... A znając Nas!
Tak więc, obywa się jak do tej pory, bez setek podstawowych pytań, nie cierpiących zwłoki i mających znaczenie dla ludzkości.
Idziemy do przodu!
Nic to, że konkurencję pierwszą przegrałam w całej rozciągłości!
Przechodzimy do drugiej!
Patelnia wisi już w pogotowiu, w każdej chwili gotowa do działania.
Odnoszę takie, jakieś wrażenie, graniczące z pewnością, że w tej drugiej dyscyplinie jestem bezkokurencyjna!
Obserwujmy.
Asekuracja rozciągnieta dookoła, kołysze się miarowo, uspokajając skandowanym "Panuję nad sytuacją". Chyba nawet w to wierzy!
Ja mam pewne wątpliwości, ale przyglądam się ostrożnie i robię swoje.
No bo w końcu nie na darmo kopałam doły - pułapki i rozmieszczałam miny przeciwwszystkiemu.
Muszą się przydać!
Ostatecznie zawsze mogę znowu sama paść ich ofiarą...
Remedios mająca złą wiadomość... ale o co chodzi?
* * *
2008-02-09 14:16:02
Ostatnimi czasy pomału zapominało już że istnieje coś poza pracą. Tryb życia wysmuklił tamto i owamto, nie bez przyjemności w efekcie wizualnym, jednak brak kontroli w tej dziedzinie, pogłębiał zmarszczki.
Się znowu postanowiło rzutem na taśmę spróbować odgrzebać być może jakiś nowy tajemniczy ogród.
Tak jakby znalazło bramę.
Tak jakby zajrzało przez dziurkę od klucza.
Tak jakby czekało. Prawda to czy złudzenie?
Remedios pod furtą
feniks w popioły
2008-02-02 00:37:49
Się nie wiedziało, że tak dotkliwie odczuje brak możliwości dokonywania wyboru w kwestii, która do tamtej chwili wydawała się mieć tylko jedną odpowiedź. Cóż... Co innego świadomie dokonywać wyboru a co innego być nań skazanym.
Się nie lubi być skazane na cokolwiek.
Się poddaje?
To nie podobne chyba do Się.
Ale w końcu zdarza się nawet tym z samego szczytu krzywej...
Się, zatopione w rozmyślaniach czy to jeszcze sprawdzanie czy już skorupa zamurowana na wieki...
Remedios
***
2007-10-04 14:28:48
Gdybym była tak ambitna, żeby przejąć Twoją rolę, i opisała perypetie Remedios, miałabym szansę na Pulitzera zapewne...
Ale nie jestem łasa na nagrody i wyróżnienia, poczekam, aż sama się pokusisz...
Ech...
Posiedzenie RR zakończyło się moim niewątpliwym tryumfem – nie zostałam wybrana, tudzież zmuszona do brania udziału, w niczym ponad to, w co już się wkopałam. Ufff!
Nowa wizja – zakupu laptopa do użytku domowego – coraz realniejsze kształty przybiera... Co z kolei urealnia opcję podłączenia w chałupce internetu... Życie stanie się zdecydowanie prostsze. Przynajmniej wirtualne życie.
Poza tym huśtawki nastrojów, poza tym nic się ciekawego nie dzieje...
Tak jakoś...
Ingrid
takie tam...
2007-09-27 08:26:00
Prasa brukowa przerażające doniesienia dziś zawiera, jakoby pół roku zimy stulecia już się za rogiem czaiło. Brrr. Lęki i psychozy mnie ogarniają.
Jutro dzień koszmarny – pierwsze z moim udziałem posiedzenie drużyny RR – już się boję. Zmarnowane popołudnie, bez siatkówki, za to w otoczeniu obcych ludzi, którzy na pewno będą czegoś ode mnie chcieli...
Wiem, wiem, że Ty masz stanowczo GORZEJ ostatnimi czasy, ale wcale mnie to nie pociesza specjalnie – pocieszać się Twoim nieszczęściem, też coś!
Napięcia między NNC – będącą wszak w trudnym wieku dojrzewania i buntu, a MNM ostatnio oscylują na krawędzi między thrillerem a kabaretem. Zabijają się śmiechem.
Ot taka sytuacja na przykład: dziecię dorwało się do internetu, MNM wpada z pretensjami, że on musi floty natychmiast wysyłać, już, teraz, w tej chwili, bo koniec świata i w ogóle. NNC ze stoickim spokojem, twarzą kamienną, nie odwracając się od komputera: „nie obchodzą mnie twoje problemy”.
Brzmi może strasznie, jak na dialog ojca z małoletnią córką, ale ona to zagrała tak bosko – skubana ma chyba większy talent aktorski, niż plastyczny, że MNM wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
Albo ta: MNM z zacięciem opowiada jakąś historię, tak się zapętlił, że zaczął to samo od początku mówić, motać się w zeznaniach, NNC na to: „urzekła mnie twoja historia”.
I tak to sobie kształtują wzajemne relacje...
Ingrid
niepocieszonam ci ja
2007-09-23 10:49:40
Uległam weekendowej huśtawce nastrojów. Najpierw złapałam potężnego nerwa w obliczu podważania wiarygodności jednych osób przez drugie, co prędzej czy później może mieć nieciekawy wpływ na poziom zaufania. Bo jeśli jedno mówi jedno, a drugie robi drugie, to nawet jeśli to drugie sprawia wrażenie niezrównoważonego w swoim postępowaniu i zdolnego do wszystkiego, to jednak cień jakiś pada – z powietrza pewne rzeczy się nie biorą, musiało być przyzwolenie. Ktoś sobie piwa nawarzył, pewnie niechcący, to teraz niech je pije. Tyle.
Potem znalazłam materializację marzenia. Wadą tej materializacji jest jej bycie całkowicie poza naszym zasięgiem. Przynajmniej obecnie. A prawdopodobnie zawsze i na wieki wieków. Sfrustrowałam się potężnie. Zresztą dałam temu wyraz w naszej wczorajszej rozmowie. Spać potem nie mogłam. Kombinowałam, jak problem ugryźć. I nic mądrego nie wymyśliłam. Zamiar nie na nasze siły.
I jeszcze NNC mowę odebrało. Epidemia w szkole i moją biedną dziecinę dopadła.
A dziś niedziela. A dziś za oknem słoneczko i upał. A dziś ja w pracy...
Ingrid, niepocieszona
tak, tak...
2007-09-19 09:34:21
Rozmieniłyśmy się na drobne.
Zaniedbałyśmy surrealnik. Stał się niecodziennym realnikiem. Za dużo życia w życiu.
Z żywiołów chwilowo to chyba tylko mateczkostwo zostało.
Czas skurczył się do wielkości orzecha laskowego. Nie mieści się w nim nic Ponad...
Zakładam, że to stan chwilowy. Niemożliwe jest ciągłe funkcjonowanie na najwyższych obrotach. Trzeba odpuścić troszeczkę, żeby móc wrócić z tarczą. Kiedy wszystko, co teraz wrze i buzuje, uleży się, wygładzi, dopasuje lub zniknie.
Czekam na Twój tryumfalny powrót do formy. Oby jak najszybciej.
Ingrid
uroki... hmmm...
2007-09-14 13:10:33
Znasz całą burzliwą historię wybić palców u NNC na lekcjach wf – przynajmniej dwa razy w roku szkolnym przerabiam opuchlizny, okłady, bandaże. Przynajmniej raz w roku szkolnym przerabiam chirurga dziecięcego. Coś dziecina szczęścia nie ma...
Wyobraź więc sobie, jak poczułam się, kiedy w drugim tygodniu nauki (dokładnie wczoraj) dostałam smsa:
NNC: „Mama, wybiłam sobie palca na wf-ie :-(”
Musiałam odetchnąć głęboko kilka razy, żeby mnie jakiś nagły zgon nie powalił. W środę wysłuchiwałam przez pół wieczoru, że hurra, jutro pewnie na wf-ie siatkówka będzie... Pytam więc, czy siatkówka była i proszę o więcej szczegółów.
NNC: „Koszykówka. Prawa ręka. Boli. Niby nastawiłam, ale dziwnie ten palec wygląda.”
Myślę sobie, o, to tragedii nie ma, bo dość oględnie się wyraża, bez spazmów, próśb o reanimację. Wychowawca też nie dzwoni. Nie jest źle. Kazałam dziecinie uważać, jakoś dotrwać do końca lekcji, to się w domu akcję ratunkową przeprowadzi. Ale panna widać inny pomysł miała na dalszą część dnia.
NNC: „A jak mam pisać?! I mam rzeźbę i w ogóle... Mama...”
Nauczona doświadczeniem, „obciapałam” trochę, że czy w szkole czy w domu, tak samo będzie boleć, poza tym może po prostu nie pisać, a na rzeźbie najwyżej będzie pozować. Co na to moje słodkie maleństwo?
NNC: „No ja wiem, ale muszę trochę pomarudzić... :-)”
Ręce do kostek, moja Pani, ręce do kostek.
O tym, że po szkole do koleżanki jeszcze poszła, chociaż cierpiąca, nawet nie wspominam...
Ingrid, kontemplując uroki posiadania bystrego bachorka w domu
święto
2007-09-14 12:53:12
Jedno bardzo pozytywne, ale o tym sza.
Drugie smutne.
To smutne święto to „Dzień Sąsiada”. Smutne, bo od kilku lat pierwsze bez Sąsiadów. Nie, nie zamieszkaliśmy na pustyni, sąsiedzi jacyśtam są, jak to w bloku. Nie ma natomiast „Tych” Sąsiadów – naszych przyjaciół zza ściany. Wyemigrowali na Wyspy. Prawie rok temu.
Pusto bez nich. Nie ma kogo w środku nocy na pogaduchy wyrywać ze snu, nikt nie budzi mnie w tymże celu, etc. etc. ... Byliśmy bardzo blisko. Relacje niemal idealne.
Pewnie dlatego musiały się skończyć...
Ingrid, ze smutkiem
szarorzeczywistnie
2007-09-12 13:01:52
Wiem, w jakim pędzie i chaosie funkcjonujesz ostatnio. Byłabym zdziwiona, gdybyś znalazła czas na pisanie notek, co nie zmienia faktu, że dokarmiam nadzieję, iż może jednak, jednakowoż, aczkolwiek...
Ja też na nadmiar czasu wolnego narzekać nie mogę. Dzieje się. I służbowo – nadal sama na posterunku. I domowo-szkolnie – wrzesień wciąż trwa jeszcze.
Oczywiście musiałam wpędzić się w kłopoty. Inaczej nie byłabym sobą. Jak wejść do wielkiej rodzicielskiej trójki – to tylko w najtrudniejszym roku. Czy nikt nigdy mnie nie nauczy, żebym nie brała się za coś, do czego kompletnie się nie nadaję. Ingrid nie równa się działaczka, aktywistka, nie równa się nawet człowiek obrotny.
Twoja przyjaciółka, funkcjonująca dotąd niejako na obrzeżach rzeczywistości skoczyła na główkę (fakt, że postawiona pod murem, zmuszona bezczelnie) w samiutki jej środeczek.
A niech mnie.
Poza tym wszyscy zdrowi. Spokój dziwny w przyrodzie. NNC uczy się zawzięcie, aż zaczęłam się zastanawiać, czy mi gdzieś dzieciny nie podmienili.
Ale nie. Zamieniłam z nią trzy zdania (z czego jedno o podłączeniu internetu w domu, jedno o potrzebie zakupu nowych spodni, oraz jedno o tym, że nici ze wszystkiego, jeśli nie przeistoczy się z bałaganiary w pedantkę, i to już)– i zyskałam pewność: moje. Woli się uczyć, niż sprzątać. Moja krew, niestety, moja krew...
Ingrid, szarorzeczywistnie
***
2007-09-05 12:32:51
Się oczekuje tylko oczywistości. Ale czy oczywistości są tak oczywiste dla innych Się?
Nie wygląda na to, oj nie.
Niby Się tak niewielkie ma chcenia podstawowe. Minimalistyczne. A i tak okazują się zbyt wygórowane.
Nic to.
Rzeczywistość dalej sobie wędruje, wędruje...
Ingrid
ech...
2007-09-05 11:28:56
NNC wspomniała coś wczoraj o obuwiu na obcasie. Lekki szok przeżyłam. Moja wieczna trampkara? Kurde, jak ten świat się zmienia...
Nie mogę myślami odlecieć od szarej codzienności – kurczowo trzyma mnie przy ziemi początek roku szkolnego. Tradycyjny koszmar miliona problemów. Podręczniki to pryszcz, dziecinę mam w artystycznej szkole, więc uganiam się za odpowiednimi przyborami, papierem, farbami, kredkami, pastelami w milionach rodzajów, pędzlami w miliardach szerokości...
A tu ta nagła chęć zmiany stylu, objawiająca się porannymi pytaniami: mama, mogę pożyczyć jakąś KOLOROWĄ bluzkę od ciebie? Jak dotąd ubierała się w ciuchy we wszystkie kolory tęczy, pod warunkiem, że były to czarne kolory.
A tu fascynacja kosupure i japońskimi gyaru, które (tu cytat:) są tak wyjechanie ubrane...
Ja muszę chyba w sieci pogrzebać, żeby zrozumieć, o czym NNC do mnie rozmawia w rzeczonej kwestii...
W pewnym wieku takie sprawy urastają do rangi potężnych życiowych problemów.
Myślałam, że tylko w nastoletnim.
Ale nie.
Przestają dotyczyć cię raz i na zawsze tylko jeśli zdecydujesz się pozostać bezdzietnym. Ech...
Ingrid, przyziemna do łez...
***
2007-09-04 14:11:24
Nastrój mój depresyjny on ci jest lekko. Zima przecież za pasem, tuż, tuż, zanim się obejrzę.
Jesienne porządki w głowie robię. Bilans nawet niezły. Ale nie rewelacyjny.
Mam plan dalekosiężny, w związku z którym powinnam podjąć szereg czynności dodatkowych. Nie bardzo wiem, od czego zacząć. Trzeba strategię opracować. Z wariantem Ą koniecznie.
Ale najpierw muszę się zaaklimatyzować w odzyskanej rzeczywistości.
Wróć!
To nie ja odzyskałam rzeczywistość, tylko ona mnie. I jeszcze się cieszy z tego niesamowicie, skubana.
Ingrid
jestem
2007-09-02 14:41:10
Wróciłam. Jestem. A tu pustka słowna. Czy raczej bezsłowna. Poprawiłabyś się w wolnej chwili, bo już naprawdę zaczynam czuć się zmęczona dominacją.
Wiem, wiem, okres powakacyjny jest koszmarem. Stąd tylko nieśmiało upominam się o kontakt blogowy.
Urlop przebiegł zgodnie z planem. Nie moim zresztą, tylko sił wyższych i złośliwszych. Planowo (hmmm) pogoda postanowiła być brzydka, na letnisku powegetowaliśmy tylko tydzień, w strugach deszczu głównie, chociaż udało się ognisko zapalić, pod drzewkiem posiedzieć, do lasu wybrać... takie tam typowe, choć przemiłe, czynności powykonywać. Domek nie był wyposażony w bieżącą wodę, ani nic, co choć w zarysie przypominałoby łazienkę (miednica i czajnik elektryczny się nie liczą), wuce jak z horroru – zielone, drewniane, z serduszkiem i w krzakach w najdalszym zakątku posesji. Przypuszczam też, że w namiocie zwykle wilgotność bywa niższa, niż w naszym słodkim letniaczku. Kiedy już wszystko mieliśmy brudne albo mokre, bo uprane i nie schło, zwinęliśmy się do domciu. Czy muszę wspominać, że pogoda natychmiast uległa znacznej poprawie i powróciły upały? Nie muszę.
Tak czy siak poranna kawa z lasem na horyzoncie smakuje o wiele lepiej, niż z blokiem mieszkalnym w tle, więc daleka jestem od narzekania. MNM i NNC o wiele ciężej znosili warunki polowe, niż Ingrid, zaprawiona w bojach (od początku mojej wegetacji ziemskiej część wakacji spędzam właśnie tam i wszelkie niedogodności są pewną oczywistością, nigdy przecież nie było inaczej).
Dziś charakteryzuję się pewnym otępieniem, być może, ale tylko być może, z racji wczorajszego wieczornego szaleństwa. Brak mi weny i polotu.
Poprawię się. Słowo.
Jak tylko zaaklimatyzuję się na nowo w warunkach służbowych.
Ingrid
godzina "H" nadeszła
2007-08-04 16:33:43
Własnie wchodzę w nową fazę.
W fazę urlopowania.
Pozostawiam Surrealnik w Twoich wprawnych rękach. Dbaj o niego, jako i ja dbałam, kiedy wojażowałaś.
Do napisania (bo zobaczyć, to się dużo szybciej zobaczymy)
Ingrid, zbierając manatki
layout by arakai from szablony arakai
Podobieństwo do osób i zdarzeń
może być zamierzone.
Tych, którzy rozpoznali siebie informujemy:
to nie my,
to podświadomość nas namówiła!
Wizytacje
* Możesz podpisać
* albo tylko obejrzeć
Pan z kiosku
za Kurtem Vonnegutem:
Pan nie ma poczucia mniejszej wartości
Pan jest gorszy!
Pani z kiosku
Nacodziennik
Mauzoleum
2008
marzec
luty
2007
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
2006
październik
2004
listopad
październik
wrzesień
sierpień
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń